Publicystyka KDM.pl Publicystyka KDM.pl
 
 Publicystyka KDM.pl

Pytania o muzykę chrześcijańską
Jan Muranty, dyrektor stowarzyszenia muzyków chrześcijan "Missio Musica", 18.10.1997

Niejednokrotnie spotkać się można ze stwierdzeniem, że dany utwór został wykonany lub napisany w takim czy innym "duchu". Jakiego jednak ducha mamy na myśli? Czy chodzi o atmosferę panującą podczas koncertu, o demona, czy o ducha ludzkiego? Bez względu na to jaka brzmiałaby odpowiedź, duch jednak nie zamieszkuje w papierze nutowym i druku, lecz w człowieku, który te nuty wykonuje...


Dnia 18 października 1997 roku w Warszawie odbyło się spotkanie Missio Musica dotyczące bardzo ważnego zagadnienia, wywołującego zawsze wiele emocji i kontrowersji w chrześcijańskim świecie, a zwłaszcza w drugiej połowie XX wieku. Dyskutowaliśmy o tym, jaką muzykę powinniśmy wykonywać i tworzyć jako chrześcijański zespół muzyczny. A oto wyniki żmudnie przygotowywanych obrad.

1. Wstęp

Jesteśmy zgodni co do tego, że jako ludzie wierzący, pragniemy uprawiać muzykę chrześcijańską. Chcemy jednocześnie podkreślić, że nie negujemy, lecz popieramy i wysoko cenimy tzw. dobrą muzykę świecką, lecz ze względu na misyjny cel naszej pracy pomijamy ją w dalszych rozważaniach.

Gdy mówimy: muzyka "chrześcijańska", co mamy na myśli? Muzyka ta istnieje tylko wtedy, gdy pojawiają się słowa, jeśli natomiast treść słowna nie istnieje, sprowadza się ona jedynie do dźwięków i pozostaje neutralna w swoim przesłaniu. Przedmiotem naszego zainteresowania jest więc przede wszystkim muzyka wokalna i wokalno-instrumentalna. Z powyższych względów pomijamy w naszej dyskusji również kwestię tańca i pantomimy.

Gdy mówimy: "chrześcijańska", mamy na myśli przede wszystkim muzykę w służbie Bożej, na nabożeństwie, na koncercie ewangelizacyjnym oraz muzykę, którą nagrywamy.

2. Zasady ogólne

W ocenie i wyborze właściwego rodzaju muzyki wykorzystywanej w Bożej służbie powinniśmy kierować się wskazówkami Pisma Świętego, gdyż jest ono najwyższym autorytetem w sprawach religijnych i moralnych. Fragmentem szczególnie dla nas przydatnym jest 14 rozdział Listu do Rzymian. Nakreśla on ogólną zasadę, która dotyczy wszelkich spraw spornych i kontrowersyjnych w Kościele, a będących samymi w sobie neutralnymi moralnie (w.14). Do takich zagadnień należy wspomniana w tekście kwestia spożywania pokarmów i obchodzenia świąt, a w naszym przypadku muzyka. Zagadnienia neutralne moralnie to te, których Pismo Święte nie określa wyraźnie jako dobre lub złe. Istnieją dziedziny lub czynności, które "same w sobie" nie są grzechem, ponieważ Słowo Boże nigdzie ich nie zakazuje. Podaje ono jednak pewne zasady, które jeśli zostaną złamane, stanowią moralne wykroczenie przeciwko Bogu. Główną regułą jest wolność (I Kor.10:23) kontrolowana przez miłość (Rzym. 14:15). "Wszystko mi wolno, ale nie wszystko buduje." Jesteśmy wolni, ponieważ uwolnił nas Chrystus, lecz pewnych rzeczy czynić publicznie nie będziemy, dobrowolnie je ograniczając z miłości dla innych, "aby nie dawać bratu powodu do upadku lub zgorszenia" (w.13). Zgorszenie jest kluczowym słowem naszego tekstu biblijnego. Sam Jezus określił ten czyn jako zasługujący na najwyższą karę (Łuk. 17:2), a apostoł Paweł stwierdził, że gorszenie i ranienie w ten sposób sumienia innych, stanowi grzech przeciwko samemu Chrystusowi. W takiej sytuacji należy zrezygnować z takiego czynu dla duchowego dobra brata (I Kor. 8:12-13).

Muzyka również podlega zasadzie wolności i miłości. Budowanie i nie gorszenie innych powinno być jednym z naczelnych motywów jej publicznego wykonywania. Powinna również towarzyszyć nam świadomość, że w Królestwie Bożym muzyka nie jest najważniejsza, tak jak nie jest ważny pokarm czy napój (Rzym. 8:17). Jeśli wywołuje konflikty, bądźmy gotowi z niej zrezygnować! Najistotniejsza jest "sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym"!

3. Muzyka

Dokonując oceny i wyboru właściwej muzyki musimy zadać sobie kilka zasadniczych pytań:

a) Czy muzyka sama w sobie może być moralnie dobra lub zła?

Odpowiedź na to pytanie uzależnione jest od tego jak rozumiemy słowo muzyka. Jedni mają na myśli jej konkretne wykonanie, inni zaś jedynie jej nutowy zapis. W pierwszym przypadku istnieją konkretni muzycy, którzy dany utwór w określony sposób wykonują i wnoszą ze sobą określoną atmosferę, w drugim zaś muzyka pozostaje jedynie na papierze. Wierzymy, że dopóki muzyka występuje tylko w postaci obiektywnego zapisu nutowego, pozostaje moralnie neutralna. Może ona być dobra lub zła gdy zaistnieje jeden z dwóch przypadków: pojawi się w niej treść (np. tekst piosenki, tytuł utworu, komentarz kompozytora itp.) lub zostanie wykonana przez konkretnych ludzi. Dopiero w chwili, gdy określony człowiek zaczyna dany utwór wykonywać i "ożywiać" nutowy zapis, możemy określić jej moralną wartość. Sama muzyka instrumentalna (pozbawiona treści słownej) staje się zła wówczas, gdy jej wykonawcy zachowują się w sposób niemoralny albo gorszący innych, lub gdy wywołuje ona ewidentne skojarzenia ze złem. Przykładem tego ostatniego może być pieśń miłosna "Ich komme aus fremden Landen her", do której Luter podłożył chrześcijańskie słowa. Ze względu na jej stałą obecność w gospodach i na tańcach, w roku 1551 musiała zostać wyrzucona ze śpiewnika kościelnego. Choć więc melodia sama w sobie nie zawiera nic zdrożnego, może jednak niektórym osobom, które znały ją w innym kontekście, kojarzyć się z grzesznym sposobem życia, z którym kategorycznie postanowiły zerwać. Ze względu na gorszenie innych, lepiej z takiej muzyki zrezygnować.

b) Czy w muzyce może istnieć duch?

Niejednokrotnie spotkać się można ze stwierdzeniem, że dany utwór został wykonany lub napisany w takim czy innym "duchu". Jakiego jednak ducha mamy na myśli? Czy chodzi o atmosferę panującą podczas koncertu, o demona, czy o ducha ludzkiego? Bez względu na to jaka brzmiałaby odpowiedź, duch jednak nie zamieszkuje w papierze nutowym i druku, lecz w człowieku, który te nuty wykonuje. Dopiero konkretne osoby bowiem, które występują na koncercie lub w czasie służby Bożej, emanują tym, co znajduje się w ich wnętrzu. I tak, jeden i ten sam utwór można wykonać w zupełnie odmienny sposób: jeden muzyk sprawi, że audytorium będzie miało świadomość bliskości i majestatu Boga, podczas gdy drugi pozostawi wszystkich w poczuciu, że przysłuchiwali się popisowi gwiazdy. To duch zamieszkujący w wykonawcy może spowodować, że śpiew lub gra dopomoże innym w oddawaniu chwały Stwórcy, bądź wywoła zgorszenie. Problem więc polega bardziej na tym, kim jest muzyk i jak dany utwór wykona, niż jakie dźwięki zostały zapisane w nutach. Z powyższych względów pogląd, że muzyka napisana przez niemoralnych kompozytorów nie może być wykorzystywana dla chwały Bożej, nie jest słuszny. Bóg posługuje się geniuszem człowieka, pomimo jego grzesznej natury. Jedne z najwspanialszych dzieł muzycznych zostały napisane przez twórców o wątpliwych normach moralnych, a nawet ateistów. Ich niekwestionowane piękno jednak po dziś dzień świadczy o wielkości i chwale Stwórcy, który udzielił tak wspaniałych talentów człowiekowi. Odrzucanie wielkich dzieł napisanych przez ludzi nienawróconych można porównać z niechęcią do korzystania z mostów zaprojektowanych przez niemoralnych architektów lub jedzenia chleba upieczonego przez bezbożnych piekarzy. Historia dostarcza wiele przykładów muzyki świeckiej przekształconej na użytek służby Bożej. Wśród melodii kościelnych trudno znaleźć takie, które by skądś nie przywędrowały. Albert Schweitzer pisze, że nawet najstarsza kościelna muzyka katolicka przeniosła się do kościoła z pogańskiej ulicy. Bardzo wiele pieśni kalwińskich i luterańskich z czasów Reformacji ma podobny rodowód. My sami mocno bylibyśmy zdziwieni, gdybyśmy dowiedzieli się jak wiele chrześcijańskich melodii, które obecnie śpiewamy, zapożyczone zostały ze źródeł świeckich. Nie kwestionujemy wpływu różnych skal, rytmów i harmonii na nastrój i duszę człowieka, lecz nie twierdzimy, aby dźwięki i współbrzmienia same w sobie mogły być moralnie złe.

c) Co mamy na myśli wypowiadając słowo "muzyka"?

Istnieją zjawiska pojawiające podczas wykonywania muzyki, które do muzyki nie należą, bądź pochodzą z jej pogranicza. Rozgraniczenie to jest ważne, ponieważ wiele osób niesłusznie potępia muzykę, nie zauważając że potępione powinny zostać niekiedy pozamuzyczne elementy koncertu. Oto niektóre z nich:
- techniki oddziaływania na podświadomość,
- zapis wsteczny na nagraniach,
- nadmierna powtarzalność fraz muzycznych i tekstów słownych,
- posługiwanie się stroboskopem.

Uważamy, że metody te są niebezpieczne, ponieważ pomijają ludzki umysł, pozostawiając go często w stanie uśpienia. Pismo Święte uczy, że chrześcijanin powinien w każdej sytuacji utrzymywać swój umysł w stanie maksymalnej czujności (I P.4:7; I Kor.14:14-15). Krzyk piosenkarzy, wygląd zewnętrzny (np. ubiór, fryzura, itp.), gesty (mowa ciała, choreografia, zachowanie), scenariusz (niejednokrotnie to, co dzieje się na scenie, daleko wykracza poza sferę muzyki zapisanej w nutach). Towarzyszy jej dobrze wyreżyserowane widowisko wraz z pełną gamą elementów takich jak światła, dym, ogień, atmosfera, osobowość artystów itp. Wszystkie wspomniane powyżej elementy wraz z wykonywaną muzyką mają wielką siłę oddziaływania. Mogą wzbudzać agresję, pożądanie, uwielbienie, silne emocje, a nawet trans, osłabiając samokontrolę i trzeźwość umysłu.

3. Tekst

W muzyce chrześcijańskiej elementem absolutnie najważniejszym jest treść. Jest to muzyka z bardzo konkretnym przesłaniem. Jej celem nie jest sztuka sama w sobie, lecz zbawienie człowieka. W związku z tym wszystkie inne jej elementy (np. melodia, rytm, harmonia, forma, instrumentacja itd.) powinny być podporządkowane słowom. Dla chrześcijanina najwyższą wartością w życiu jest Słowo Boże. Tylko ono może odrodzić człowieka (I P.1:23; Rzym. 1:16). Dla wierzącego muzyka, zarówno dla kompozytora jak i wykonawcy, najważniejszym celem jest więc to Słowo głosić. Św. Augustyn powiedział: "Jestem skłonny, aby zaaprobować zwyczaj śpiewania w kościele. Niemniej jednak, gdy tak się dzieje, że bardziej jestem poruszony przez pieśń niż przez to o czym się śpiewa, wyznaję, że grzeszę w sposób, który zasługuje na karę, i lepiej byłoby wtedy gdybym wcale nie słuchał śpiewania." Jan Kalwin natomiast ostrzegał: "Strzeżmy się... aby nasze uszy nie były bardziej skupione na muzyce niż nasze umysły na duchowym znaczeniu słów... Pieśni skomponowane po to jedynie, by łechtać i folgować uszom, uwłaczają majestatowi kościoła i bardzo nie podobają się Bogu."

Jakimi kryteriami powinniśmy się kierować w doborze tekstu?

Nade wszystko należy zadbać o to, aby treść utworu, który chcemy wykonywać była uwypuklona i wyeksponowana. Musi bezwzględnie znajdować się na pierwszym planie. Nie może zostać przytłoczona przez jakiekolwiek inne elementy muzyczne, np. rytm, harmonię, instrumentację, lub głośność. Żaden czynnik nie może zbytnio odwracać uwagi widza i słuchacza od tekstu. Tekst nie może być pretekstem. Twórca chrześcijańskich pieśni nie może jedynie dopasowywać miernych treści do świetnej muzyki. Słowo zawsze powinno panować, a muzyka być tylko sługą. Tekst musi być zrozumiały. Jeśli przesłanie jest mgliste i pełne dwuznaczności, jak możemy się spodziewać, że ktoś zostanie przez nie zbawiony? (por. I Kor. 12:8). Chodzi tutaj przecież o sprawę życia i śmierci, a nie jedynie o rozrywkę. Może jednak ktoś zaoponować twierdząc, że tekst musi być poetycki, a cechą poezji jest przecież pewna doza niejasności. Wielka polska poetka, Anna Kamieńska powiedziała, że "alegoria musi wyrastać z konkretu". Nawet więc za najbardziej zawoalowanymi treściami powinna stać konkretna prawda ze Słowa Bożego. Treści wyrażane w muzyce pisanej bądź wykonywanej przez chrześcijanina powinny być zawsze zgodne z wartościami Biblii. Nie oznacza to jednak, że musi śpiewać wyłącznie i dosłownie o Biblii czy o Bogu. Tekst powinien być zawsze dobrą poezją. Unikajmy banalnych wyrażeń i religijnego pustosłowia, w których znaczenie i tak nikt nie będzie wnikał. Stale powtarzane kościelne frazesy sprzyjają bezmyślności, a naszym przecież celem jest skupienie uwagi na treści! Musi istnieć równowaga między treściami skierowanymi do uczuć i do umysłu. Pewne teksty cechują się tym, że wywołują duże wzruszenie, lecz nie potrafią niczego nauczyć, ani nie przekazują żadnej konkretnej prawdy ze Słowa Bożego. Potrzebujemy jednak jednego i drugiego. Strzeżmy się zbyt dużej powtarzalności słów, która choć miła dla uczuć, doskonale potrafi uśpić ludzki umysł tak bardzo potrzebujący konkretnego pokarmu.

4. Styl muzyczny

Tak jak w całej przyrodzie, piękno w muzyce przejawia się na tysiące sposobów. Bóg obdarzył człowieka obfitością przeróżnych gustów i smaków. Ma on wolność w wyborze ulubionego stylu muzycznego. Jeden woli muzykę poważną, inny rozrywkową, a jeszcze inny ludową, filmową lub śpiew ptaków. Dla chrześcijanina istnieje jednak moralna granica takiego wyboru. W XX wieku pojawiło się nowe zjawisko w muzyce popularnej - dominująca rola rytmu. Dotychczas cecha ta była domeną Afryki. Nastąpił stopniowy wzrost znaczenia perkusji oraz sekcji rytmicznej. To właśnie ona, a także stopień natężenia dźwięku, w ogromnej mierze zaczęły decydować o stylu muzycznym. Rozwój ten, wraz z elektronicznymi urządzeniami przetwarzania dźwięku, doprowadził jednak muzykę w wielu przypadkach do destrukcyjnego hałasu.

Jakich stylów nie powinniśmy uprawiać i dlaczego?

Tych które:
- manipulują podświadomością (np. poprzez nadmierną powtarzalność),
- działają głównie na emocje i zmysły zamiast na umysł,
- przytłaczają treść,
- posługują się nadmiernym natężeniem dźwięku.

Czynnik ten wpływa destrukcyjnie na człowieka zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. W dużym stopniu eliminuje z audytorium ludzi starszego pokolenia, którzy postrzegają taką muzykę przede wszystkim jako atak decybeli na ich uszy. Nigdy bowiem muzyka nie dzieliła pokoleń do tego stopnia jak w ostatnich czterdziestu latach historii. Dobrym kryterium w ocenianiu właściwego natężenia dźwięku w trakcie występu jest możność prowadzenia rozmowy bez podnoszenia głosu.

Gdzie leży granica między gustem a grzechem?

Często padają słowa potępienia pod adresem tych, którzy słuchają, wykonują lub tworzą określony styl. Sprawą jednak dla chrześcijanina najważniejszą w doborze właściwego rodzaju muzyki jest to, czy nie popełnia grzechu. Czym więc jest grzech? Pojawia się on dopiero wówczas, gdy przestąpiliśmy konkretne przykazanie Boże zapisane w Słowie Bożym. Czy więc uprawianie jakiegoś stylu muzycznego może być grzechem? Nie znajdujemy fragmentu w Piśmie Świętym, mówiącego o tym, że np. blues jest dobry lub zły, lecz czytamy o pewnych postawach, które nie podobają się Bogu, a mogą towarzyszyć muzykowi w trakcie występu. Są to:
- treści bluźniercze lub zniekształcające prawdę Słowa Bożego,
- gorszenie innych (np. poprzez niewłaściwy ubiór lub nadmierny hałas),
- pycha wykonawcy, odwracająca uwagę od Stwórcy, a kierująca ją na siebie samego,
- obłuda artysty polegająca na wyrażaniu poprzez muzykę wielkich prawd Słowa Bożego, przy jednoczesnym jej zaprzeczaniu własnym życiem.


Jesteś   gościem w Publicystyce KDM.pl  /od 16.12.2004/  [administracja]

MaziThomasso Publicystyka KDM.pl Valid XHTML 1.0! Valid CSS!  (c) KDM